Pewność siebie jest jednym z tych pojęć, których używamy bardzo często, choć nie zawsze zastanawiamy się, co właściwie oznacza. Mówimy, że ktoś jest pewny siebie, ponieważ swobodnie zabiera głos, potrafi wejść do pomieszczenia i natychmiast zwrócić na siebie uwagę, podejmuje decyzje bez widocznego wahania albo z łatwością komunikuje własne zdanie. Z drugiej strony brak pewności siebie przypisujemy sobie wtedy, kiedy stresujemy się przed ważną rozmową, zastanawiamy się, co pomyślą o nas inni, trudno nam odmówić albo potrzebujemy potwierdzenia, że podjęta decyzja była właściwa.
Tymczasem pewność siebie nie jest ani brakiem lęku, ani ekstrawersją, ani przekonaniem o własnej nieomylności. Można być osobą spokojną, introwertyczną i jednocześnie bardzo pewną siebie. Można również sprawiać wrażenie niezwykle zdecydowanej, a wewnętrznie nieustannie potrzebować aprobaty otoczenia. Dlatego w pracy rozwojowej znacznie bardziej interesujące od pytania „Czy jestem pewna siebie?” jest pytanie: „W jakich sytuacjach ufam sobie, a w jakich przestaję sobie ufać?”
To rozróżnienie jest ważne, ponieważ zmienia perspektywę. Zamiast traktować brak pewności siebie jak trwałą cechę osobowości, zaczynamy obserwować konkretne sytuacje, myśli i zachowania. A z tym można już pracować.
Pierwszym krokiem w budowaniu pewności siebie jest więc diagnoza. Nie ogólna ocena siebie, ale zatrzymanie się przy konkretnych momentach. Być może bez problemu podejmujesz decyzje zawodowe, ale trudno Ci powiedzieć „nie” w relacji. Być może potrafisz zarządzać zespołem, ale podczas rozmowy rekrutacyjnej zaczynasz podważać własne kompetencje. Możliwe, że swobodnie prezentujesz projekt przed kilkudziesięcioma osobami, ale jedna krytyczna uwaga sprawia, że przez kolejne dwa dni analizujesz, czy rzeczywiście jesteś wystarczająco dobra.
W takich sytuacjach warto zadać sobie kilka prostych, ale wymagających pytań: co dokładnie wydarzyło się w tej sytuacji? Co wtedy pomyślałam o sobie? Czego się obawiałam? Jak zachowałabym się, gdybym ufała sobie trochę bardziej? Nie stuprocentowo. Nie bez żadnych wątpliwości. Po prostu trochę bardziej.
W coachingu bardzo często właśnie odpowiednio postawione pytanie uruchamia większą zmianę niż gotowa rada. Zamiast więc stawiać sobie cel „muszę być bardziej pewna siebie”, można zapytać: „Co zrobiłabym inaczej, gdybym ufała sobie o dwadzieścia procent bardziej?”. Odpowiedź zazwyczaj jest znacznie bardziej konkretna. Zabrałabym głos. Powiedziałabym, czego potrzebuję. Wysłałabym CV. Nie zgodziłabym się od razu. Poprosiłabym o wyższe wynagrodzenie. Przestałabym tłumaczyć swoją decyzję.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się realna zmiana.
Drugim elementem budowania pewności siebie jest nauczenie się odróżniania faktów od interpretacji. To jedno z narzędzi, do których warto wracać szczególnie wtedy, kiedy pojawia się silna obawa przed oceną. Jeżeli ktoś nie odpowiedział na wiadomość, faktem jest brak odpowiedzi. Stwierdzenie „na pewno napisałam coś niewłaściwego” jest już interpretacją. Jeżeli podczas prezentacji padło pytanie, na które nie znałaś odpowiedzi, to jest fakt. Myśl „wszyscy zobaczyli, że jestem niekompetentna” jest interpretacją.
Różnica wydaje się niewielka, ale ma ogromne znaczenie dla sposobu, w jaki postrzegamy siebie. Dlatego kiedy pojawia się myśl podważająca pewność siebie, warto zatrzymać ją i zapytać: „Co tutaj naprawdę wiem, a co jedynie zakładam?”. Następnie można poszukać przynajmniej jednego alternatywnego wyjaśnienia. Nie chodzi o pozytywne myślenie ani przekonywanie siebie, że wszystko jest idealnie. Chodzi o odzyskanie proporcji i spojrzenie na sytuację w sposób bardziej racjonalny.
Trzeci obszar dotyczy czegoś, co w pracy rozwojowej uważam za szczególnie istotne: własnych dowodów skuteczności. Bardzo łatwo pamiętamy sytuacje, w których coś się nie udało. Znacznie szybciej zapominamy natomiast o tych, w których poradziliśmy sobie dobrze. Sukces zaczynamy traktować jak oczywistość. „Przecież to moja praca”. „Każdy by to zrobił”. „Po prostu miałam szczęście”. W efekcie systematycznie odbieramy sobie materiał, na którym mogłoby powstawać poczucie własnej skuteczności.
Dlatego warto stworzyć własny bank dowodów. Nie musi mieć formy tabeli ani rozbudowanego dziennika. Wystarczy regularnie wracać do pytania: „Z czym ostatnio sobie poradziłam i co to mówi o moich kompetencjach?”. Ważne, aby nie szukać wyłącznie spektakularnych sukcesów. Postawienie granicy może być dowodem asertywności. Przeprowadzenie trudnej rozmowy – odwagi. Przyznanie, że czegoś nie wiem – dojrzałości. Zmiana wcześniejszej decyzji po pojawieniu się nowych informacji – elastyczności. Poproszenie o pomoc – świadomości własnych możliwości i ograniczeń.
Pewność siebie znacznie łatwiej budować na konkretnych doświadczeniach niż na powtarzaniu sobie, że „jestem wystarczająco dobra”.
Czwarty element jest być może najbardziej wymagający, ponieważ oznacza działanie. Bardzo często czekamy, aż najpierw poczujemy się pewniej. Wtedy zabierzemy głos. Wtedy podejmiemy decyzję. Wtedy zmienimy pracę. Wtedy postawimy granicę. Problem polega na tym, że mechanizm często działa odwrotnie. Pewność siebie pojawia się nie przed działaniem, lecz w jego wyniku.
Nie oznacza to rzucania się od razu na najtrudniejsze sytuacje. Znacznie skuteczniejsze może być podejście eksperymentalne. Jeżeli na spotkaniach zazwyczaj milczysz, kolejnym krokiem nie musi być prowadzenie prezentacji przed zarządem. Może nim być jedna świadoma wypowiedź podczas najbliższego spotkania. Jeżeli trudno Ci odmawiać, nie musisz zaczynać od najbardziej konfliktowej relacji. Możesz wybrać jedną niewielką sytuację, w której zamiast automatycznego „tak” odpowiesz: „Sprawdzę i wrócę z odpowiedzią”.
To jest metoda małych eksperymentów. Każdy z nich dostarcza nowej informacji o sobie. „Powiedziałam to i nic katastrofalnego się nie wydarzyło”. „Odmówiłam i relacja nadal istnieje”. „Nie znałam odpowiedzi i mogłam powiedzieć, że ją sprawdzę”. W ten sposób zamiast wyobrażać sobie, czy potrafimy sobie poradzić, zaczynamy zdobywać realne doświadczenia, że rzeczywiście potrafimy.
Piątym elementem jest sposób prowadzenia wewnętrznego dialogu. I nie chodzi tutaj o afirmacje. Jeżeli przed ważnym wystąpieniem czujesz silny stres, powtarzanie „jestem najlepsza i niczego się nie boję” może być tak odległe od Twojego rzeczywistego doświadczenia, że umysł po prostu tego nie przyjmie. Znacznie bardziej pomocny jest komunikat realistyczny: „Stresuję się, ponieważ ta sytuacja jest dla mnie ważna. Mogę się stresować i jednocześnie dobrze sobie poradzić”.
To pozornie drobna różnica, ale zmienia bardzo wiele. Nie walczymy ze sobą. Nie próbujemy wyeliminować emocji. Uczymy się działać razem z nimi.
Szósty obszar dotyczy komunikacji, ponieważ właśnie w relacjach z innymi pewność siebie bardzo często zostaje poddana próbie. Czy potrafię wyrazić inne zdanie bez dziesięciu zdań usprawiedliwienia? Czy potrafię powiedzieć, że czegoś nie chcę? Czy umiem poprosić o to, czego potrzebuję? Czy jestem w stanie powiedzieć „nie wiem” bez poczucia, że tracę swoją pozycję?
Asertywność nie oznacza agresji. Pewność siebie również nie wymaga dominacji. Czasami najbardziej pewnym komunikatem jest spokojne: „Nie zgadzam się”, „Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć”, „Nie mogę się tego podjąć w tym terminie” albo „Widzę tę sytuację inaczej”.
Warto przyjrzeć się szczególnie jednemu nawykowi – nadmiernemu tłumaczeniu własnych decyzji. Jeśli po każdym „nie” pojawia się długa historia mająca udowodnić drugiej osobie, że naprawdę mamy prawo odmówić, warto zadać sobie pytanie: „Komu właściwie próbuję udowodnić, że moja decyzja jest wystarczająco uzasadniona – tej osobie czy sobie?”
Siódmym i ostatnim elementem jest zmiana samego celu. Zamiast mówić „chcę być bardziej pewna siebie”, warto określić zachowanie, które ma się zmienić. Pewności siebie nie da się łatwo zmierzyć. Zachowanie – tak. Można więc zdecydować, że podczas każdego spotkania zabierze się głos przynajmniej raz. Można przez miesiąc ćwiczyć podejmowanie drobnych decyzji bez pytania innych o akceptację. Można świadomie ograniczyć przepraszanie w sytuacjach, w których nie zrobiło się niczego niewłaściwego. Można zacząć mówić o swoich osiągnięciach bez natychmiastowego umniejszania ich znaczenia.
To właśnie dlatego, pracując nad pewnością siebie, warto przestać pytać wyłącznie: „Jak chcę się czuć?”, a zacząć pytać również: „Jak chcę się zachowywać?”
Pewność siebie nie jest stanem, który pewnego dnia osiągamy i zachowujemy już na zawsze. Zmienia się wraz z doświadczeniem, sytuacją, rolą zawodową, relacjami i etapem życia. Możemy być bardzo pewni siebie w jednym obszarze i nadal potrzebować rozwoju w innym. To naturalne.
Najważniejsze jest jednak to, że pewność siebie można wzmacniać. Nie poprzez próbę stania się kimś innym, ale poprzez coraz lepsze poznawanie własnych reakcji, świadome budowanie doświadczeń, uczenie się komunikowania granic i podejmowanie decyzji bez nieustannego poszukiwania potwierdzenia na zewnątrz.
Jeżeli więc miałabym zaproponować jedno ćwiczenie po przeczytaniu tego tekstu, nie byłoby nim zapisanie dziesięciu afirmacji. Byłoby nim znalezienie jednej sytuacji, którą obecnie odkładasz z powodu niepewności, i odpowiedzenie sobie na pytanie: „Jaki najmniejszy krok mogę zrobić w tej sprawie w ciągu najbliższych 48 godzin?”
A później – wykonanie go.
Bo pewność siebie nie zawsze wygląda jak odwaga widoczna dla całego świata. Czasami jest bardzo cicha. Jest momentem, w którym przestajemy czekać na zgodę innych, podejmujemy własną decyzję i przyjmujemy, że nie musimy znać wszystkich odpowiedzi, aby zrobić kolejny krok.
Nie chodzi o to, żeby nigdy w siebie nie wątpić. Chodzi o to, żeby wątpliwości nie podejmowały za nas decyzji.
Właśnie w tym miejscu zaczyna się świadomy rozwój.
Jeżeli określone sytuacje powtarzają się mimo kolejnych prób zmiany, indywidualna praca rozwojowa może pomóc przyjrzeć się mechanizmom, które za nimi stoją. W ramach sesji rozwojowych Dressage praca koncentruje się na konkretnym celu i rzeczywistej sytuacji – może dotyczyć pewności siebie, komunikacji, relacji, kariery, granic, autoprezentacji czy podejmowania ważnych decyzji. Jej celem nie jest dostarczenie gotowej recepty na życie, ale stworzenie przestrzeni do lepszego rozumienia siebie i przełożenia tej świadomości na konkretne działania.
Bo rozwój nie polega na stawaniu się kimś innym. Polega na coraz bardziej świadomym wybieraniu, kim chce się być.